Tajemnica Neptuna

TAJEMNICA NEPTUNA – część 1

– No! Dalej, chłopaki! Streszczajcie się i w drogę! – opasły szef ochrony z banku przy Garncarskiej ponaglał swoich kolegów, którzy pakowali worki z plikami banknotów do granatowego passata. Marek Konieczny, Krzysiek Stawowski i Staszek Rudy – najstarszy z trójki konwojentów mających przewieźć typowy dla nich „towar” do oddziału na Powroźniczą – mieli kilka minut opóźnienia. Niby niedaleko, ale adrenalina – jak zawsze – dawała się we znaki.
– Ile tego dziś mamy? – zapytał Staszek.
– Prawie dwie bańki.
– Fiuuuu… Niezła kasa – zagwizdał Konieczny.
– Zgadza się. Dlatego nigdzie po drodze się nie zatrzymujcie. Na Targu Węglowym może być ciasno, więc „kogut” i „wyjec”. Zrozumiano?
– Na Węglowym? O tej porze? – zdziwił się Konieczny. – Przecież już prawie dziesiąta. W knajpach, to i owszem. Tam może być ciasno. Ale na ulicach?
Stawowski się nie odzywał. Przekładał worki do wnętrza auta, sprawdzając ich sygnatury z dokumentami, które otrzymał w księgowości.
– Tak. Ludzie będą wracać z teatru, więc może być różnie. W razie czego, jedźcie przez Świętego Ducha, a potem w prawo.
– Spoko – odparł Marek. – Damy radę.
Krzysiek właśnie skończył załadunek. Wyprostował się, poprawił służbowy hełm i spojrzał na kolegów. Każdy z nich oprócz przepisowego umundurowania miał także na sobie odblaskową kamizelkę, z wielkim numerem na plecach. Konieczny z dwójką, Stawowski z trójką, a Rudy z ósemką. Niczym piłkarze.
– Zapaliłbym – rzucił niedbale Krzysiek.
– Nie ma na to czasu – zbeształ go szef ochrony. – Zajedziecie na miejsce, to zapalisz. Teraz – do auta i raz-dwa. Powodzenia. No, no, nie ociągać się!
Wpakowali się do środka. Staszek – za kierownicę, Marek – obok, Krzysiek – z tyłu. Kuloodporne szyby samochodu, który podrasowano na specjalne życzenie firmy ochroniarskiej „Sokół”, odbijały światła wieczornych latarń i kolorowych neonów. Gdańsk kład się do snu, chociaż na starówce życie dopiero się zaczynało. Co prawda, zimne, jesienne wiatry wywiały przybarowe ogródki z parasolkami, które pochowały się w zapleczach, ale wewnątrz gdańskich restauracyjek i kafejek wrzało od codziennego natłoku gości. Gdzieniegdzie słychać było czyjś głośniejszy śmiech lub muzykę dostrajaną do klimatu lokalu. Ciepło wnętrza kontrastowało z późnopaździernikowym wieczorem.
Volkswagen wytoczył się na główną część ulicy Garncarskiej. Pomruk dieslowskiego silnika zmieszał się z szumem cichnącego miasta.


UWAGA!!!
Aby poznać dalszą część tej opowieści, musisz najpierw rozszyfrować pewne hasło, które zostało ukryte w poniższym zadaniu:

Jeżeli znasz już hasło, to kliknij w link poniżej („czytaj dalej”).

CZYTAJ DALEJ